Być może na wszystkie moje porażki duży wpływ ma mój słomiany zapał. Mój entuzjazm tak samo szybko zapala się jak i gaśnie. Dlatego też chyba każde moje niepowodzenie, zamiast dodawać siły i determinacji podcina mi skrzydła i w rezultacie wracam do punku wyjścia lub nawet cofam się trzy kroki do tyłu.
Myślałam, że tak samo będzie i tym razem,  kiedy postanowiłam wypróbować dietę makrobiotyczną. Skoro nie mogę znaleźć ratunku w najbardziej znanych tabletkach, postanowiłam ratować się zmianami w jadłospisie. Właściwie po doświadczeniach z dieta Dukana, wiedziałam, że nie wytrwam, ale liczyłam, że zdążę chociaż zrzucić pare kilo. Jeśli nie potrafię pozbyć się całych 15 kg, mogę to przecież robić na raty różnymi sposobami. I taki plan miałam tym razem.
Wyczytałam, że dieta makrobiotyczna zalecana jest na dwa sposoby. Pierwszy sposób to dieta lekkostrawna i kilkudniowa głodówka niezbędna do oczyszczenia organizmu lub 10-ciodniowa dieta, w czasie której jada się wyłącznie produkty zbożowe. Uznałam, że głodówki nawet nie wezmę pod uwagę, ale 10 dni na diecie powinnam wytrzymać.
Musiałam dużo dowiedzieć się o diecie i trudne było dla mnie jej przestrzeganie. Nie dlatego, że znów musiałam zdobyć się na wyrzeczenia, ale cieżko było mi spamiętać, co mogę a czego nie. Dlatego na lodówce wisiała kartka na której miałam zanotowane:
Co mi wolno jeść?
- ziarna wszystkich zbóż;
- kasze;
- nasiona roślin strączkowych;
- nasiona dyni i słonecznika;
- warzywa i owoce rosnące w warunkach lokalnych ( jabłka, gruszki, śliwki).
Drugą listą, którą musiałam zawsze mieć pod ręką, był podział produktów na sześć grup i procentowa ilość dziennej dozwolonej dla mnie porcji. Makrobiotyka określa ilość produktów, jakie możemy spożywać w ciągu doby, bo nawet to, co dobre dla naszego organizmu spożyte w nadmiarze może mu zaszkodzić.
6 grup produktów spożywczych
I. zboża, lasze, płatki zbożowe i mąki- 55 proc.
II. nasiona roślin strączkowych- 10 proc.
III. warzywa- 33 proc.
IV. owoce, orzechy, nasiona- 10 proc.
V. tłuszcze roślinne- 5 proc. (równowartość łyżki oleju/oliwy)
VI. woda, kawa zbożowa, napary ziołowe- małe ilości pite 15-20 min po posiłku.
Największym bólem był zakaz używania cukru. Nie wiem do dziś jak wytrzymałam te 10 dni.
Za to poznałam fajny przepis na specjalnie preparowaną sól, która nazywa się dość zabawnie, bo gomosio. Są to prażone i solone ziarna siemienia lnianego. Używamy ich do posypywania, kasz, placków, kremów zbożowych, naleśników, placków. Do przyrządzenia gomosio na ok. 10 dni potrzebujemy: latem- 25 łyżek siemienia i łyżeczkę soli, zaś zimą 12 łyżeczek siemienia i łyżeczkę soli. Siemię powinnyśmy prażyć na patelni przez około 5 min., a sól przez 2-3 minuty. Po wymieszaniu soli i siemienia, przesupujemy wszystko do moździerza i ucieramy. Nigdy później nie przydał mi się ten przepis, ale nazwa utkwiła mi w pamięci.
Chociaż nie mogłabym przestrzegać takiej diety na dłużej cieszę się, że udało mi się wytrzymać chociaż te 10 dni. Schudłam 3 kg. Może to tylko trzy kilogramy, ale pierwszy sukces i pierwsze 3 kroki do przodu. Zostało mi jeszcze 12!
DzieÅ„ zakoÅ„czenia diety makrobiotycznej byÅ‚ dla mnie bardzo ważnym dniem. ObawiaÅ‚am siÄ™, że z tej radoÅ›ci rzucÄ™ siÄ™ od razu na potrawy, za którymi tÄ™skniÅ‚am, ale te 3 kilogramy byÅ‚y na miarÄ™ zÅ‚ota. Nie chciaÅ‚am tego zaprzepaÅ›cić. To byÅ‚ pierwszy sukces od bardzo dawna…







gratulujÄ™ pierwszego sukcesu
widzę, ze piszesz w czasie przeszłym, więc mam nadzieję, ze kolejne 12 sukcesów już za tobą
Mam pytanie bo nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ze w diecie makrobiotycznej nie je sie mięsa??? w ogóle??
same warzywka z chlebkiem?? A co z biaÅ‚kiem – tylko z nasion roÅ›lin strÄ…czkowych? A jakies jogurty można jeść i biaÅ‚ka zwierzÄ™ce??
bez cukru wytzrymam, ale na mięsko to mam czasem ochotę!